System SENT miał służyć do monitorowania przewozu wybranych towarów i ograniczania nadużyć gospodarczych. W praktyce coraz częściej budzi jednak ogromne emocje wśród drobnych sprzedawców, szczególnie tych prowadzących handel obwoźny. Problemem nie jest sama idea kontroli, ale skala obowiązków i wysokość kar, które mogą spaść na przedsiębiorcę nawet za zwykłą pomyłkę.
Dla wielu handlarzy najgroźniejsze jest to, że sankcje nie dotyczą wyłącznie dużych firm transportowych czy przewozu towarów wysokiego ryzyka. Mogą objąć również osoby przewożące odzież, bieliznę, skarpetki, swetry czy obuwie. Jeżeli przedsiębiorca przekroczy określone limity, na przykład przewozi ponad 10 kg odzieży albo więcej niż 20 par obuwia, pojawia się obowiązek zgłoszenia takiego transportu w systemie SENT.
I właśnie tu zaczynają się największe problemy.
20 000 zł kary za brak zgłoszenia
Najczęściej wskazywaną sankcją jest kara finansowa w wysokości 20 000 zł. Taka kwota może zostać nałożona na przedsiębiorcę za brak zgłoszenia przewozu towarów objętych obowiązkiem rejestracji.
Dla dużej firmy może to być poważny koszt. Dla drobnego sprzedawcy to często kwota, która oznacza utratę płynności, zadłużenie albo konieczność zamknięcia działalności. Wielu handlarzy podkreśla, że 20 000 zł kary może przewyższać wartość całego towaru znajdującego się w samochodzie.
W tym właśnie tkwi absurd sytuacji. Przedsiębiorca, który jedzie na targ z odzieżą, może narazić się na karę większą niż realna wartość przewożonych rzeczy.
46% wartości towaru, ale nie mniej niż 20 000 zł
Kara może być również liczona procentowo od wartości przewożonego towaru. W materiałach wskazywana jest sankcja na poziomie 46% wartości towaru, przy czym kwota ta nie może być niższa niż 20 000 zł.
Oznacza to, że nawet jeśli 46% wartości danego asortymentu daje niższą kwotę, przedsiębiorca i tak musi liczyć się z minimalną karą wynoszącą 20 000 zł.
Dla drobnego handlu to szczególnie dotkliwe. W przypadku małego kupca wartość towaru na pace często nie jest bardzo wysoka. To nie są kontenery elektroniki ani cysterny paliwa. To zwykle kartony, torby, worki i wieszaki z odzieżą, które mają zostać sprzedane na targowisku. Mimo to kara może być naliczona tak, jakby chodziło o poważne naruszenie w dużym obrocie gospodarczym.
Mandat dla kierowcy
Na karze dla przedsiębiorstwa sprawa może się nie skończyć. Osobną sankcję może otrzymać kierujący pojazdem.
To oznacza, że jedna kontrola może uderzyć podwójnie. Firma może dostać karę administracyjną, a kierowca dodatkowy mandat. W przypadku jednoosobowej działalności często jest to ta sama osoba, więc realny ciężar finansowy spada bezpośrednio na właściciela małego biznesu.
Jeżeli ktoś prowadzi handel obwoźny, sam pakuje towar, sam jedzie na targ, sam sprzedaje i sam wraca z niesprzedanym asortymentem, taka kara nie jest abstrakcyjnym ryzykiem. To realne zagrożenie dla jego źródła utrzymania.
Kara nie tylko za brak zgłoszenia, ale też za błąd
Największy strach budzi fakt, że sankcje mogą grozić nie tylko za całkowity brak rejestracji przewozu, ale również za błędy popełnione przy wypełnianiu zgłoszenia.
Przedsiębiorca może więc teoretycznie zrobić zgłoszenie, próbować działać zgodnie z przepisami, a mimo to narazić się na karę, jeśli źle poda dane, wagę, rodzaj towaru albo inne wymagane informacje.
W przypadku handlu obwoźnego ryzyko pomyłki jest ogromne. Sprzedawca może przewozić 200–300 różnych produktów. Osobno skarpetki, osobno majtki, osobno swetry, osobno koszulki, osobno buty, osobno sukienki. Każdy rodzaj asortymentu trzeba odpowiednio zważyć i ująć w ewidencji.
Im więcej produktów, tym większa szansa na błąd. A jeżeli błąd może kosztować 20 000 zł, to system zaczyna działać jak pułapka, nie jak narzędzie kontroli.
Oddzielne ważenie towaru zwiększa ryzyko pomyłek
Przedsiębiorcy zwracają uwagę, że obowiązek oddzielnego ważenia i ewidencjonowania różnych kategorii asortymentu jest całkowicie niedostosowany do realiów handlu.
Na papierze wygląda to prosto. W praktyce sprzedawca musiałby dokładnie rozdzielić towar, zważyć każdą kategorię, wpisać dane do systemu i pilnować, aby wszystko zgadzało się przy kontroli. Przy małej liczbie produktów jest to uciążliwe. Przy kilkuset pozycjach staje się niemal niewykonalne.
Trudno oczekiwać, że osoba prowadząca handel na targowisku będzie codziennie ważyć osobno każdy typ odzieży, sprawdzać limity i przygotowywać dokumentację tak, jakby prowadziła duży magazyn logistyczny. Tym bardziej że handel obwoźny często odbywa się w pośpiechu, w zmiennych warunkach pogodowych i przy częstych przejazdach między punktami sprzedaży.
To właśnie ta pracochłonność sprawia, że nawet uczciwy sprzedawca może popełnić błąd. Nie dlatego, że chce coś ukryć, ale dlatego, że system wymaga od niego dokładności trudnej do osiągnięcia w codziennej pracy.
Kara może przewyższyć wartość towaru i samochodu
Najbardziej drastyczny zarzut przedsiębiorców dotyczy proporcji. Wysokość sankcji jest tak duża, że w wielu przypadkach może przekroczyć nie tylko wartość przewożonego towaru, ale nawet łączną wartość towaru i samochodu.
Dla drobnego kupca bus jest podstawowym narzędziem pracy. Towar na pace to często efekt wielu zakupów, sezonowych inwestycji i pieniędzy zamrożonych w asortymencie. Kara w wysokości 20 000 zł albo więcej może oznaczać stratę, której nie da się szybko odrobić.
W efekcie przedsiębiorca zaczyna funkcjonować w ciągłym napięciu. Nie zastanawia się tylko nad sprzedażą, klientami i cenami. Musi myśleć o tym, czy dobrze zważył towar, czy poprawnie wpisał dane, czy zgłoszenie obejmuje właściwy przejazd i czy kontrola nie uzna, że coś zostało zrobione źle.
To nie sprzyja prowadzeniu działalności. To zniechęca ludzi do handlu.
Drobny sprzedawca ponosi ryzyko jak duża firma
Największy problem polega na tym, że przepisy nakładają bardzo poważne obowiązki na osoby, które nie mają zaplecza typowego dla dużych firm. Drobny sprzedawca nie ma działu logistyki, działu prawnego ani pracownika od dokumentacji SENT. Często wszystko robi sam.
Musi kupić towar, zapakować go, zawieźć, rozłożyć stoisko, sprzedać, wystawić dokumenty, rozliczyć się, a dodatkowo pilnować systemu, w którym jeden błąd może kosztować dziesiątki tysięcy złotych.
To powoduje poczucie ogromnej niesprawiedliwości. Bo kara nie bierze pod uwagę realnej skali działalności. Dla małego przedsiębiorcy 20 000 zł to nie jest zwykły koszt administracyjny. To często kwota, która może zniszczyć firmę.
Strach zamiast normalnego handlu
W praktyce tak wysokie kary tworzą atmosferę strachu. Sprzedawcy nie boją się tylko oszustwa czy nieuczciwej konkurencji. Boją się własnej pomyłki, błędnie wpisanej wartości, źle oszacowanej wagi albo niezarejestrowanego przejazdu.
System, który miał porządkować obrót, zaczyna paraliżować codzienną działalność. Zamiast prostych i zrozumiałych zasad pojawia się lęk przed sankcjami. Zamiast kontroli proporcjonalnej do ryzyka mamy kary, które mogą być większe niż cały majątek zaangażowany w sprzedaż.
Dlatego przedsiębiorcy mówią wprost: problemem nie jest obowiązek działania zgodnie z prawem. Problemem jest to, że przy tak skomplikowanych i niedostosowanych zasadach nawet uczciwy człowiek może zostać ukarany jak poważny przestępca gospodarczy.
Podsumowanie
Sprzedawcom za błędy w systemie SENT lub brak rejestracji przewozu mogą grozić bardzo dotkliwe kary. Najczęściej wskazywana sankcja to 20 000 zł, ale kara może być też liczona jako 46% wartości przewożonego towaru, przy czym nie może być niższa niż 20 000 zł. Dodatkowo kierowca może otrzymać mandat, w materiale wskazywany na poziomie 5 000 zł.
Najbardziej kontrowersyjne jest to, że sankcje mogą dotyczyć nie tylko braku zgłoszenia, ale również błędów w danych. Przy obowiązku oddzielnego ważenia i ewidencjonowania wielu rodzajów towaru ryzyko pomyłki jest bardzo duże.
Dla drobnych sprzedawców takie kary są nieproporcjonalne. Często przekraczają wartość przewożonego asortymentu, a czasem nawet wartość samochodu. W efekcie SENT, zamiast chronić rynek przed nadużyciami, może stać się narzędziem, które uderza w zwykłych ludzi próbujących legalnie prowadzić handel.