Wpływy z akcyzy miały być jednym z pewniejszych elementów budżetu. Państwo podnosi stawki, ceny rosną, a do kasy powinno trafiać więcej pieniędzy. Tyle że w 2025 roku ten mechanizm wyraźnie się zaciął.
Z danych przywoływanych w debacie o wykonaniu budżetu wynika, że wpływy z akcyzy wyniosły około 90,5 mld zł. W ustawie budżetowej zapisano natomiast 95,8 mld zł. Różnica to ponad 5 mld zł. Jak na podatek, który należy do najważniejszych źródeł dochodów państwa, jest to poważny sygnał ostrzegawczy.
Największy problem pojawił się przy wyrobach tytoniowych. Budżet zakładał wpływy na poziomie około 37,1 mld zł, a realnie do kasy państwa trafiło około 33,6 mld zł. To właśnie ta kategoria w dużej mierze odpowiada za rozjazd między planem a wykonaniem.
Podwyżka podatku nie zawsze oznacza wyższe wpływy
Na papierze wszystko wygląda prosto. Państwo podnosi akcyzę na papierosy, alkohol czy wyroby nikotynowe, więc powinno zebrać więcej pieniędzy. Problem w tym, że konsumenci nie są tabelką w Excelu.
Gdy ceny rosną zbyt mocno, część osób ogranicza zakupy. Część szuka tańszych zamienników. Część przenosi się do szarej strefy albo robi zakupy poza legalnym obiegiem. I wtedy wyższa stawka podatku nie przekłada się już automatycznie na wyższe wpływy.
W przypadku tytoniu ten mechanizm widać szczególnie dobrze. W 2025 roku podniesiono stawki na wyroby tytoniowe, a dodatkowo pojawiły się obciążenia dotyczące urządzeń do waporyzacji i płynów do e-papierosów. Ministerstwo Finansów zakładało, że przyniesie to większe dochody. Rynek odpowiedział jednak inaczej.
To nie musi oznaczać, że ludzie nagle masowo rzucili palenie. Bardziej prawdopodobne jest to, że część popytu przesunęła się tam, gdzie fiskus ma mniejszą kontrolę albo gdzie produkty są tańsze.
Budżet na 2026 rok zakłada jeszcze więcej
Najciekawsze jest to, że plan na 2026 rok jest jeszcze bardziej ambitny. W ustawie budżetowej zapisano wpływy z akcyzy na poziomie 103,3 mld zł. To około 14 proc. więcej niż realne wykonanie z 2025 roku.
I tu pojawia się pytanie: skąd ma się wziąć ten wzrost?
Jeżeli rynek już przy obecnych stawkach pokazał, że ma swoje granice, to dalsze podnoszenie obciążeń może nie dać oczekiwanego efektu. Może wręcz pogłębić problem, bo im większa różnica między ceną legalnego produktu a alternatywą, tym większa pokusa, żeby ominąć oficjalny rynek.
Dla budżetu to kłopot, bo akcyza jest jednym z dużych źródeł dochodów podatkowych. Gdy brakuje kilku miliardów, trzeba je znaleźć gdzie indziej: w długu, innych podatkach albo cięciach wydatków.
To lekcja dla polityki podatkowej
Cała sprawa pokazuje prostą rzecz: nie da się w nieskończoność zwiększać wpływów przez podnoszenie stawek. W pewnym momencie podatnik, konsument albo przedsiębiorca zaczyna reagować. Zmienia zachowanie, ogranicza zakupy, szuka obejścia albo przenosi się do tańszej kategorii produktów.
W teorii brzmi to jak klasyka ekonomii. W praktyce często jest ignorowane przy planowaniu budżetu.
Akcyza nadal będzie ważnym źródłem pieniędzy dla państwa, ale dane za 2025 rok pokazują, że jej potencjał fiskalny nie jest nieograniczony. Jeżeli prognozy na 2026 rok mają być realne, Ministerstwo Finansów będzie musiało brać pod uwagę nie tylko wysokość stawek, lecz także zachowania konsumentów.
Bo budżetu nie da się budować wyłącznie na założeniu, że skoro podatek jest wyższy, to wpływy też będą wyższe. Rynek właśnie pokazał, że to tak nie działa.